Dlaczego powinnaś wynieść zbędne rzeczy na strych?

wtorek, 14 kwietnia 2015

       Lubimy gromadzić rzeczy. Rzadko się zdarza, szczególnie kobietom, aby miały jedną parę spodni i trzy bluzki. To wręcz absurdalne. Uwielbiamy patrzeć ile ubrań mamy w szafie, jakie kosmetyki kupiłyśmy, chociaż to już trzeci żel pod prysznic w tym miesiącu. Kolekcjonujemy flakoniki po perfumach. Gromadzimy wszystkie te słoniki z pseudoporcelany przynoszące szczęście. Drzewka nazywane drzewkami szczęścia, które zamiast szlachetnych kamieni na swoich nibygałązkach mają kolorowy plastyk. Nie zdajemy sobie sprawy, że tylko i wyłącznie osiada na nich kurz. Wspomnienia i sentymenty są tak lepkie. Następnie marnujemy czas na czyszczenia każdego kawałka swojej pseudokolekcji. I tak w kółko. 


Nie rozumiem tego. Potrafię skumać przywiązanie, sentymenty, ale dlaczego mam nie wyrzucać kolejnej rzeczy z szafy, która mi się nie podoba? Dostałam ją od jakiejś cioci Hani znad morza, która kompletnie nie ma gustu oraz brak jej podstawowej wiedzy na temat rozmiarów. Leży, zajmuje miejsce. Ale może lubię jak tak leży. Odpoczywa. Wcale nie ma bardziej potrzebujących osób. Ja jestem jedyną potrzebującą. Która ma stos tęczowych ubrań. O tym samym kroju. Tylko we własnym rozmiarze. I we właściwych kolorach. Nie wiem co jest w umysłach, kochających tandetę. Kupują cały czas. Bo promocja. Przecena. Wycena. Cokolwiek. Potem nawet raz tego nie używają. Znowu kupują. Znowu odpoczywa. Błędne koło. Mało kto to widzi, że kupując tanie rzeczy, wydajemy więcej pieniędzy niż na jedną porządną. Kupmy białą koszulę, która będzie biała za rok i za dwa. No chyba, że potraktujemy ją błotem. Czy zorganizujemy jej kąpiel w czerwonym winie. Białą koszulę, które idealnie na nas pasuje. Czujemy się w niej jak Miss Świata. Podkreśla naszą urodę. Zarys talii. Biust. Jest dopasowana w każdym calu. To nic, że ta koszula kosztuje dwa razy więcej niż inna, zwykła. Ale tamta tak nie wygląda, tak nie leży. To właśnie zaleta minimalizmu. 

Po co nam tysiąc rzeczy beznadziejnie zrobionych? Przedmiotów, które po miesiącu blakną, rozklejają się, rozpadają i pozostają po nich krótkie, ale dobijające wspomnienia. Bluzeczek w jaskrawe kwiaty, butów na jedną okazję, kolejnych spodni z porozrywanymi nogawkami. Słonika na szczęście, misia do spania sprzed dziesięciu lat, sztucznego złota na palcach. Wydajemy na to dużo i szybko, w końcu to tylko jedno wyciągnięcie karty z portfela i wpisanie PINu. Niszczy to się jeszcze szybciej. Lubię minimalizm. Mało rzeczy. Czerń, biel, klasyka. Spodnie idealnie dopasowane. Brak błyskotek na palcach. Srebrny łańcuszek na szyi. To sprawia, że nie czuję się jak lalka Barbie w realnym świecie.

Oczyść swoją atmosferę. Rzeczy zabierają nam czas. Pieniądze. Miejsce. Z własną przestrzenią możesz zrobić cokolwiek zechcesz. Zbędne rzeczy przytłaczają. Zastosuj zasadę: jeżeli nie chodziłam w tym rok, prawdopodobnie nigdy tego nie założę. Na jedną nową, zupełnie obłędną rzecz wyrzuć dwie stare. Zniszczone. Mało rewelacyjne. Jeżeli masz do czegoś sentyment popakuj to w kartonowe pudła. Wynieś na strych. Przekonasz się czy tęsknisz za nimi tak bardzo. Najprawdopodobniej nigdy tego nie zabraknie, a będzie Ci się żyło o wiele lepiej. Tylko spróbuj. Poczuj lekkość i brak uzależnienia od obiektów. Przekonaj się jakie to proste. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz