Ostatnio, podczas jednego z najlepszych wieczorów mojego życia gdy zjadałam masło orzechowe łyżkami i leżałam pod kołderką, natknęłam się na ciekawy artykuł. W sumie ciekawsze były same badania, które przeprowadzono i nowa choroba. A mianowicie - FOMO. Znów jakiś amerykański specjalista, którego nazwiska nie znam podjął się zbadania czegoś co od dawna jest oczywiste. Stwierdził fakty. Uznał za chorobę. Pewnie wyprodukują na to leki. Będzie większy dochód. Zysk. Miliony złotych monet posypią się strumieniami. Psycholodzy będą mieć zajęcie. Wizyty prywatnie. Hajs się musi zgadzać.
Czym jest FOMO? Nową chorobą. Zachowaniami które po prostu zostały nazwane. Zaklasyfikowane do jakiejś tam kategorii. Przypadłość ta objawia się uzależnieniem od social mediów. Przeglądaniem Facebook'a, Instagrama czy Twittera. Do tego dochodzi kolejne uczucie jakim jest zazdrość. Że czegoś nie masz. Że gdzieś tam jest fajnie. Ktoś ma super ciało. Najnowszego Iphona. Długie włosy. Mieszka w Nowym Jorku. Cokolwiek. Też chcesz tam być, prażyć się w słońcu, pić drinki z tandetną palemką i mieć wszystko w czterech literach. Ale jesteś w swoim mieszkaniu którego mieszkaniem zwać nie można, bo to tylko pokój z kuchnią i siedzisz przed laptopem. Nic z tym nie robisz. Jedynie czujesz zazdrość. Bo wiesz, że coś Cię omija. Patrzysz kto kliknął "Lubię to!" czy "Dołącz do wydarzenia", jeśli to Twoi znajomi nie możesz tego przeżyć. Jesteś zdruzgotany, idą gdzieś bez Ciebie. Żeby być fajnym też klikniesz, to nic, że od miejsca imprezy dzieli Cię 200 kilometrów. Wszyscy w to uwierzą. Zaszpanujesz trochę.
W tejże dolegliwości jest jeszcze jeden szkopuł. Mierzymy naszą wartość liczbą lajków pod zdjęciami. Wciąż się chwalimy i patrzymy czy aby ktoś tego nie skomentował. Pozazdrościł, choć troszkę. Liczymy liczbę kciuków jakby od tego zależało nasze życie. Dobrze, że na Facebook'u pokazuje ich liczbę. Zaoszczędzasz czas, robisz kolejną fotę nowym szpanerskim butom. Ewentualnie selfie w pełnym makijażu. Pokażesz, że Twoje życie nie jest nudne tylko pełne atrakcji, znajomości, zakupów i żyjesz niczym królowa w bajkowym zamku. Troszkę tylko przekłamujesz rzeczywistości.
Śmieszy mnie fakt, że uznano to za jakąś tam chorobę. Stwierdzono tylko fakty. Coś co się dzieje od dawna. Ty to robisz. Ja to robię. Oni to robią. Dziewczyna siedząca obok w tramwaju też to robi. Zrobią to przyszłe pokolenia. Żyjemy w takim świecie, a nie innym. Konsumpcjonizm rozwinął się na szeroką skalę, a potrzeba bycia akceptowanym i podziwianym przez innych ludzi, zazwyczaj nam nie znanym, jest przerażająca. Przestają cieszyć tak banalne rzeczy jak pochwała od chłopaka czy najbliżej przyjaciółki. W kręgu mediów najgorsze co może Cię spotkać, to bycie anonimowym. Zgubiliśmy się w tym jak w labiryncie. Ale jedno jest pewne. Tak było od dawna, a ktoś postanowił tylko o tym powiedzieć. Uświadomić innych. A przy tym zarobić kilka dolarów

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz